czwartek, 3 stycznia 2019

Bobry w akcji


Teoretycznie powinny spać w jakichś żeremiach, ale jak widać na zdjęciach bobry nadal w natarciu.





Bóbr niby takie sympatyczne zwierzę, ale coraz bardziej się martwię o okolice mojej rzeczki. Jest niezwykle malownicza, to między innymi dla niej zdecydowałam się 5 lat temu kupić tu działkę. Bez drzew byłaby zupełnie inna. Na szczęście z moich obserwacji wynika, że bobry niektórych drzew nie ruszają. Ponoć jest dla nich za twarde. Oby tak było.



Staw i strumienie pod lodem




Wypalony napis zbladł, bobra prawie nie widać, pewnie czeka mnie nowy 'projekt tablica' ;-)


Nie jestem jednak pewna, czy znowu narysuję bobra ;-))))




poniedziałek, 31 grudnia 2018

Najpiękniejsze wspomnienie 2018

Borków zawsze jest jak sen ;-)

Żegnając ten rok wybrałam ten widok


Mój ukochany Borków! 

Mam moje ogrody i Wszystkim życzę takiej radości jak ta, kiedy pot zalewa oczy, kiedy boli wszystko od ciężkiej pracy w ziemi, ale oczy się śmieją, bo jakże przecież jest ładnie... no może nie do końca, ale przecież o to chodzi w ogrodach ;-)))

Cudnych ogrodów 2019!


 

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Zamiast Norwegii ;-)

Zabrakło mi determinacji i nigdzie nie jadę. 

No najwyżej do Borkowa, tak jak dzisiaj ;-)

Znalazłam fajne i niedrogie hotele, zarezerwowałam bilet na pociąg z Oslo do Bergen, wymyśliłam powrót przez Danię, ale jak już miałam kupić bilet na samolot do Oslo przestałam mieć ochotę na podróż. 

No starość mnie dopada chyba, bo w sumie to dzisiejsza wyprawa na wieś, jazda w śniegowym błotku, podziwianie księżycowego krajobrazu wzdłuż budowanej trasy do Lublina wystarczyły za dalsze wojaże. 

Do tego moje odludzie opanowane przez zwierzęta, ani śladu ludzkiej stopy na śniegu i gdyby nie masakryczne zniszczenia nad rzeczką byłby kolejny cudny dzień, chociaż bury jak ta bura suka, chociaż nic do żadnych psów nie mam. O zniszczeniach za chwilę, ale skoro temat psów się pojawił, to taka polska wersja Hachiko


Stoją na rozstaju dróg i czekają popatrując na drogę. Widzę je tam dość często, właściwie za każdym razem, kiedy jadę do Borkowa.


Psy wyglądają dobrze, więc sądzę, że nie są pozbawione opieki. Ot tak sobie czekają na Pana lub Panią.

A zniszczenia?
Albo bobry, albo rolnik. Wyrżnięte ohydnie :-( 


Tak było pod koniec października




Na szczęście po mojej stronie bez zmian.




Śladów rozmaitych pełno. To jest jeden ślad, nie trzy ;-)


Śnieg już niestety wilgotny, ślady mało wyraźne.



Najwięcej wokół stawu.





Dziurawiec zielony!


Śnieżne widoczki, które mi z powodzeniem zastąpią Norwegię :-)


Połaziłam po lesie, cicho, pusto, wspaniale.

czwartek, 29 listopada 2018

Smocza !

Wierzba smocza. Niewątpliwie o tej porze roku to ona ma co pokazać. To jest taki rodzaj rośliny, co z racji swoich zupełnie innych cech od innych wierzb jest właściwie cudna cały rok. Ale te pastorały widać jedynie zimą.


Wkrótce będą tu białe 'kotki'


W tle pęcherznice, derenie i tawułki na skarpie.


Rzeczka zamarza. Bobry chyba pod lodem?


A nad rzeczką bez zmian. Furtki do kompostownika nie zdążyłam zrobić. Musi poczekać do wiosny. Teraz zimno takie, że z trudem wytrzymałam 45 minut i uciekłam do domu. Wicher do tego w szkwałach, szczególnie odczuwalny na drodze, na otwartej przestrzeni. 


Poza tym raczej smętny widok, ale kochany ;-)


I to jak zagadka - a co to? ;-))))


Plany podróżnicze coraz bardziej konkretne. 

Nigdy nie byłam w Skandynawii, chociaż zwiedziłam niemal cały świat. Marzy mi się teraz Norwegia, Oslo na święta, pociągiem do Bergen (to podobno najcudowniejsza trasa widokowa), wyprawa na fiordy, a na koniec zorza polarna na Nowy Rok.

Plan cudny, tylko jak podliczyłam budżet na podróż 'w moim stylu' bez 10 tysięcy ani rusz.

A podróż w 'moim stylu' oznacza dobre hotele, dobre restauracje, lokalne atrakcje - bez psiego zaprzęgu ani rusz. Jeszcze nie wiem, ale raczej to jednak musi poczekać. Samochód i jego naprawy zżarły mi sporo gotówki, a do tego przecież zrezygnowałam z drugiej pracy i jednak finansowo nieco gorzej.

Ale przecież coś wymyślę! Idea tej podróży jest tak cudna, że jakoś muszę to zrealizować.
 


czwartek, 15 listopada 2018

Przemeblowanie ;-)

Zima za tydzień.

Czas było przygotować domek na te zimne miesiące, zabrać meble z tarasu, zabrać narzędzia, oleje do kosy i piły, wiertarki, piły .... Niestety przez kilka miesięcy nie będą w użytku, wyczyszczone poczekają w piwnicy do wiosny.

A że meble z tarasu też trzeba było schować, a do wywiezienia za duże, zrobiłam przemeblowanie wewnątrz drewniaczka. 'Potańczyłam' ze stołami, ławami, krzesłami i oto domek ma nowy wystrój. 

Ale zanim o wystroju, to najpierw jednak natura i moje ciekawostki roślinne. Posadziłam odmianę kaliny 'December dwarf' która ma kwitnąć w grudniu. Jak na razie wygląda zielono i ma pąki. Zobaczymy, co będzie dalej.


Inna ciekawa roślina, ponoć rzadka, to dziurawiec 'Kalma Gemo'. Ma teraz dość ozdobny wygląd z powodu owoców i nadal zielone listki, trochę przypominające rozmaryn. W przeciwieństwie jednak do rozmarynu, wspaniale zimuje w naszym klimacie. Latem kwitł małymi żółtymi kwiatkami, a w ogóle rośnie szybko i zdrowo.


Lokalna trawa - nadal nie umiem ich rozpoznawać, chociaż obiecywałam sobie poświęcić sprawie trochę czasu ;-)


I jeszcze niezwykle zielone łubiny

oraz ślicznie czerwone miniaturowe kaliny


Kalin u mnie dostatek, bo świetnie rosną na mojej podmokłej glebie. Poza tymi odmieńcami, mam też te zwykłe koralowe w liczbie chyba sześć. Zdjęć nie będzie, bo teraz to tylko badylki.

A wracając do przemeblowania. Duży stół i ława z tarasu wprowadziły się do środka 


a mały stół - o ten -



powędrował na antresolę


Kto wie, czy tak nie zostanie ;-)

Z antresoli inny widok




No jesień !




Przenikliwe zimno, wilgoć. Spakowałam, co miałam zabrać i z pewnym - żalem jak zwykle - odjeżdżając, miałam poczucie, że zima wkrótce.

wtorek, 6 listopada 2018

Widoczki zza płota ;-)

Piękna wieś polska w tym listopadowym słonku. 

Jak dobrze jest mieć czas, by pojechać do Borkowa, popracować niespiesznie, popatrzeć co i raz na te proste, swojskie krajobrazy.




Za każdym razem, kiedy tu jestem, dziękuję opatrzności, że mam to miejsce. Moje, magiczne, z dala od ludzi, w towarzystwie bobrów i .... dzików. Znowu są, znowu ryją.

Ale co tam, pracowałam sobie, czyszcząc to tu, to tam, oczyściłam staw, trochę skarpę, bo marzą mi się tutaj wrzośce. Może jeszcze będą do kupienia.




Po stawie pływają puchatki z pałek



Tu widać ich puchate pałki



Kupiłam dwa świerki białe kanadyjskie. Jeden ma szyszki, drugi nie. Rosną słabiutko, ale rosną ;-)


Na rabatach suchulce ;-) - zostawiam je by zdobiły zimą.


I znowu kocham moje życie. Czasem praca może nas zabić. Dosłownie :-(

To nie wina pracy. To kwestia naszych wyborów. Wybierając pracoholizm i karierę trzeba to robić świadomie, cel złagodzi koszmar. Ja popełniłam inny błąd. Już na emeryturze zdecydowałam się na dwa dni pracy i to było super. Moja zgoda na kolejne dwa dni, a w gruncie rzeczy full time program, to był wielki błąd.

Z trudem z tego wyszłam, ale znowu jestem sobą.

Cudnie jest odnaleźć siebie samą po tygodniach koszmaru, zagubienia, poczucia winy, momentami zaniku orientacji. To było trochę tak, jak ciężka choroba. Po drodze też była.  Mam za sobą niezwykle trudne miesiące, ale wiele mnie nauczyły. Jak widać uczymy się w każdym wieku. 

Wkrótce mam 69 lat!